Idę ulicą i coraz częściej spotykam znajomych. Jedni zostali mechanikami samochodowymi, inni pracują w sklepie, zaś kolejni zajmują się szukaniem pracy (bo przecież w Polsce jej nie ma [bullshit]). Pal licho, gdyby większość z nich była szczęśliwa. Gros osób się nie powodzi, ciągle narzekają, łażą smutni i szukają chyba sznura, by się powiesić.

Czytaj dalej